.webp)
Jeśli szukasz urządzenia, które pozwoli ci przygotować zdrowy posiłek nawet poza domem, to koniecznie przeczytaj test przenośnego blendera kielichowego Xblitz Iron. Producent obiecuje moc, mobilność i wygodę użytkowania. Sprawdziłam, jak ten kompaktowy sprzęt radzi sobie z twardymi owocami, lodem oraz codziennymi wyzwaniami w kuchni i poza nią. Jak mu poszło? Tego dowiesz się z dalszej części tekstu.
Blender Xblitz Iron – zawartość opakowania i pierwsze wrażenia
Blender Xblitz Iron ma klasyczny, czarny kolor (podstawa oraz pokrywy) i zapakowany jest w niewielkie, kartonowe pudełko. Z opakowania wyjęłam:
- podstawę z silnikiem i ostrzami;
- przezroczysty kielich o pojemności 700 ml z miarką, dzięki której łatwiej jest odmierzać składniki;
- pokrywę z ustnikiem;
- sitko;
- nakrętkę – dno kielicha;
- kabel USB;
- instrukcję obsługi.

Najważniejsze parametry urządzenia to:
- moc 360 W i do 20 000 obrotów na minutę;
- pojedynczy cykl pracy (tryb Auto) trwa 40 sekund;
- bateria 6000 mAh, której pełne naładowanie zajmuje ok. 4 godzin;
- waga urządzenia – 644 g;
- 6 ostrzy ze stali nierdzewnej;
- kielich wykonany z lekkiego tworzywa wolnego od BPA.
Blender wygląda bardzo ładnie. W podstawie z silnikiem znajdują się dwa przyciski – jeden, którym uruchamiany jest tryb Auto, oraz drugi – do włączania pracy pulsacyjnej (Pulse). Oba tryby opiszę w dalszej części tekstu. Pod nimi umieszczono port USB. Ten prosty panel sterowania jest podświetlany, a niebieska dioda LED tworzy wokół niego ramkę, która jest wskaźnikiem naładowania baterii.
Nie tylko do koktajli, czyli jak to działa
Po przeczytaniu instrukcji obsługi, umyciu oraz wysuszeniu wszystkich elementów urządzenia nadszedł czas na test. Z dołączonych dokumentów dowiedziałam się, że sprzęt radzi sobie z kruszeniem lodu (należy jednak pamiętać, żeby dodać do niego trochę wody, soku albo innego napoju). Nie mogłam odmówić sobie zweryfikowania tej informacji, ale kruszenie zmrożonych kostek zostawiłam na później.

Zaczęłam klasycznie – od koktajlu ze świeżych truskawek, mleka i odżywki białkowej. Umieściłam składniki w kielichu, upewniwszy się najpierw, że wszystkie elementy są odpowiednio dopasowane. Włożyłam sitko, przykręciłam pokrywę z ustnikiem i uruchomiłam tryb Auto. Żeby włączyć urządzenie, wystarczy przez 2 sekundy przytrzymać wybrany przycisk. Blender zaczął pracę i po chwili moja płynna przekąska była gotowa. Można uznać, że wszystko poszło gładko… i to dosłownie, bo owoce były dokładnie zmiksowane, a białkowy proszek idealnie wymieszany. Do przygotowanego po chwili miksu mango i kefiru również nie mogę się przyczepić – żadnych grudek ani owocowych cząstek.

Podczas pracy urządzenie stało stabilnie na blacie i nie potrzebowało asekuracji, chociaż zazwyczaj dla bezpieczeństwa i pełnej kontroli podtrzymywałam kielich. Tryb automatyczny, zgodnie z zapewnieniem producenta, wyłączył się po 40 sekundach pracy.
Z miękkimi owocami blender Xblitz Iron poradził sobie wzorowo. Ale co to za test bez sprawdzenia, co się stanie, gdy w naczyniu znajdą się twardsze składniki? Postawiłam na mrożone truskawki, miętę i wodę kokosową. Szybko przełożyłam dopiero co wyjęte z zamrażalnika owoce do blendera, dodałam liście mięty i schłodzony napój, po czym od razu włączyłam tryb pulsacyjny (10 sekund pracy, 0,5 sekundy przerwy i tak 3 razy). Ku mojemu zaskoczeniu owoce zostały zblendowane bez problemów. Wystarczyło kilka razy lekko potrząsnąć blenderem, żeby każdy kawałek trafił pod ostrza. Kolejny punkt zaliczony.

Zachęcona tymi wynikami bez obaw sięgnęłam po kostki lodu do przygotowania mrożonej kawy. Najpierw przez chwilę blendowałam mieloną kawę z wodą i brązowym cukrem – polecam ten sposób fanom frappe, bo szybko uzyskałam kawową piankę. Dodałam kostki lodu, trochę mleka i ponownie skorzystałam z pracy pulsacyjnej. Miałam pewne obawy, czy silnik i ostrza wytrzymają tę próbę, ale z ulgą stwierdziłam, że blender nie ma problemów z wykonaniem nawet tego zadania.
Bezproblemowa obsługa, łatwe czyszczenie
Tym, czego najbardziej nie lubię w gotowaniu i przyrządzaniu posiłków, jest zmywanie. A szczególnie mycie sprzętów, które składają się z kilku części. W przypadku tego blendera czyszczenie trwa chwilę, a moje zaangażowanie w usuwanie resztek składników sprowadzało się jedynie do wlania wody i odrobiny płynu do kielicha, zakręcenia pokrywy i uruchomienia urządzenia. Później wystarczy tylko wypłukać naczynie i blender bezprzewodowy jest gotowy do użytku. Funkcja samooczyszczenia naprawdę ułatwia sprawę.

Jak już wspominałam, obsługa jest banalnie prosta – dwa przyciski i podświetlenie wystarczą, żeby bez problemu nie tylko przygotować danie, ale też umyć sprzęt. Co ważne, gdy kielich nie jest prawidłowo zamontowany na podstawie, system bezpieczeństwa zapobiegnie uruchomieniu ostrzy.
Komu przyda się bezprzewodowy blender Xblitz Iron?
Każdemu! Chociaż blender personalny, przenośny wielu osobom kojarzy się z miłośnikami siłowni (potwierdzam, do mieszania odżywek białkowych jest znakomity!) to tak naprawdę jest to sprzęt uniwersalny. Podczas mojej kulinarnej przygody z urządzeniem przygotowałam w nim nie tylko napoje, ale także zupy krem, dip z pieczonych warzyw i serka wiejskiego czy sos do makaronu. Pojemność 700 ml jest naprawdę optymalna – na tyle duża, że wystarcza do przygotowania nawet kilku porcji, ale też nie zajmuje zbyt wiele miejsca w torbie czy plecaku, gdy płynny posiłek zamierzasz przyrządzić poza domem.

A skoro o posiłkach na drogę mowa – wśród elementów wyposażenia wymieniłam nakrętkę – dno kielicha. To niepozorne akcesorium pozwala zabrać do pracy, szkoły czy na spacer koktajl, bez konieczności noszenia najcięższego elementu, czyli podstawy z silnikiem. Wystarczy po zblendowaniu składników odwrócić sprzęt do góry nogami, zdjąć podstawę i zamiast niej umocować nakrętkę. Czy to bezpieczne? Też się nad tym zastanawiałam, ale w momencie pisania tego tekstu moje przygotowane przed pracą, przyniesione z domu truskawkowe smoothie bezpiecznie stoi w firmowej lodówce – nic nie wylało się podczas transportu.
Jeszcze jedna sprawa, na którą zwróciłam uwagę – przezroczysty kielich nie odbarwił się, mimo rozdrabniania w nim pomidorów czy truskawek. Nie widać też na nim żadnych zarysowań, np. po kruszeniu lodu.
Tydzień testowania i moje wnioski
Czy blender Xblitz Iron jest godny polecenia? Jak najbardziej! Obietnice producenta zostały spełnione, a sprzęt sprostał każdemu wyzwaniu. To naprawdę poręczny i bardzo przydatny gadżet. Jego niewielki rozmiar powoduje, że bez trudu znalazłam na niego miejsce w swojej małej kuchni. Ten przenośny blender może być tak samo skuteczny, co klasyczne, duże blendery kielichowe.
Polska marka stworzyła urządzenie przemyślane, estetyczne i – co najważniejsze – niezwykle wydajne. Niezależnie od tego, czy chcesz wypić świeżo przygotowany koktajl po treningu, mrożoną kawę w upalny dzień, czy zabrać zdrowe smoothie do pracy, Xblitz Iron poradzi sobie z przyrządzeniem każdej z tych płynnych przekąsek.
- Pełna mobilność – bezprzewodowa praca i dodatkowa nakrętka pozwalają zabrać ulubiony napój wszędzie bez zbędnego obciążenia
- Wysoka moc (360 W) – bez trudu radzi sobie z mrożonymi owocami oraz kruszeniem lodu
- Funkcja samooczyszczenia – ułatwia czyszczenie urządzenia i przygotowanie go do ponownego użycia
- Duża pojemność (700 ml) – idealny kompromis między wydajnością a kompaktowym rozmiarem
- Bezpieczeństwo i jakość – blokada przed przypadkowym uruchomieniem oraz kielich wykonany z bezpiecznego tworzywa wolnego od BPA
- Brak dodatkowej nakrętki (bez dziubka do picia)
- Szkoda, że urządzenie nie nadaje się do mielenia suchych składników, np. ziaren kawy
