
Po 20 latach przerwy kultowa seria Onimusha wraca na rynek za sprawą Onimusha: Way of the Sword. Czy Capcom będzie kontynuował tegoroczną dobrą passę? O tym przekonamy się już na początku września. Chcesz wiedzieć więcej o nadchodzącym hicie? Przeczytaj nasz artykuł!
|
Z TEKSTU DOWIESZ SIĘ: |
Wzlot i upadek serii Onimusha
Capcom ma w swoim portfolio kilka marek, których powrotu fani domagają się od lat. Dino Crisis, Darkstalkers, Breath of Fire czy Onimusha – wszystkie te produkcje niegdyś święciły triumfy, by odejść w zapomnienie. Z tej listy można już na szczęście wykreślić ostatni z wymienionych tytułów. Onimusha: Way of the Sword to szansa na to, by seria znowu zagościła w świadomości graczy. Zanim jednak zanurzymy się w to, co przyniesie nowa odsłona, przypomnijmy sobie, jak ta historia się zaczęła.

Korzenie cyklu sięgają 2001 roku, kiedy premierę miała Onimusha: Warlords. Bardzo śmiała próba przeniesienia formuły znanej z Resident Evil do Japonii okresu Sengoku. Głównym bohaterem gry, a jednocześnie postacią ikoniczną serii był Samanosuke Akechi. Wyrusza on na ratunek porwanej przez złowrogie demony księżniczce Yuki, zyskując w trakcie misji nadprzyrodzoną moc od rasy Oni, by stawić czoła zmartwychwstałemu wodzowi Odzie Nobunadze.
Pierwsza Onimusha została bardzo ciepło przyjęta. Chwalono grafikę, filmowy klimat i mechaniki znane z Residentów. Świetnie wypadał też system walki. Warto jednak powiedzieć, że była to przygoda dosyć krótka. Spragnieni fani nie musieli jednak czekać długo na sequel – Onimusha 2: Samurai's Destiny pojawiła się już rok później. Kontynuacja była bogatsza w zawartość, miała bardziej rozbudowane mechaniki i elementy RPG.
Szczytem dla produkcji Japończyków była Onimusha 3: Demon Siege. Gra zamknęła oryginalną historię i zrobiła to w doskonałym stylu. W rolę głównego bohatera wcielił się Jean Reno, którego sylwetka została w pełni zeskanowana, a on sam brał udział w sesjach motion capture. Co ciekawe, w grze mówi on w swoim rodzimym języku francuskim. Drugim bohaterem był wspominany już Samanosuke Akechi, któremu twarzy ponownie użyczył japoński gwiazdor Takeshi Kaneshiro.

Onimusha 1 i 2 korzystały z techniki znanej z pierwszych części Resident Evil – trójwymiarowe postacie poruszały się po statycznych, płaskich, wyrenderowanych wcześniej tłach. Onimusha 3 porzuciła ten schemat na rzecz w pełni trójwymiarowych środowisk generowanych w czasie rzeczywistym.
Niestety, ten sukces okazał się też początkiem końca serii. Choć rok później wydano jeszcze eksperymentalne, bardziej nastawione na RPG Onimusha: Dawn of Dreams, to właśnie trójka była momentem, w którym marka znajdowała się na samym szczycie popularności i jakości – szczycie, którego Capcomowi w tej serii nie udało się powtórzyć już nigdy.
Samuraje i demony – Onimusha: Way of the Sword
Poprzednie części znane były z tego, że występowały w nich postacie historyczne. Tak jest też i tym razem. Głównym bohaterem nowej Onimushy został legendarny szermierz Miyamoto Musashi. Wizerunku protagoniście użyczył nieżyjący już Toshiro Mifune – ikona japońskiego kina samurajskiego, niezapomniany odtwórca ról u Akiry Kurosawy.

Młody i niezwykle ambitny Musashi trafia do Kioto z czasów epoki Edo. Choć jego pierwotnym celem było jedynie udowodnienie własnego mistrzostwa w walce mieczem, spowite złowrogą mgłą miasto rzuca go w sam środek krwawej wojny z demonami Genma. Wyposażony w Rękawicę Oni Musashi zyskuje nadludzkie zdolności pozwalające na pochłanianie dusz poległych potworów, rozpoczynając brutalną, pełną intryg opowieść o honorze, przeznaczeniu i poszukiwaniu sensu walki.
System walki w Onimusha: Way of the Sword to nowa jakość
System walki w Onimusha: Way of the Sword to hołd dla oryginału, jego nowoczesna ewolucja. Pojedynki dają graczowi sporą swobodę i stawiają na dynamikę. Twórcy całkowicie zrezygnowali z systemów znanych z gier typu soulslike, oddając w ręce gracza wymagający refleksu slasher. Trzonem rozgrywki stał się unikalny styl walki Miyamoto Musashiego, płynnie łączący ataki jedno- i dwuręczne. Prawdziwym widowiskiem są jednak sekwencje Blade Barrage – gdy gracz i wróg uderzą w tym samym momencie, dochodzi do filmowego starcia ostrzy, w którym błyskawiczna zmiana chwytu pozwala na natychmiastowe i brutalne skontrowanie przeciwnika.
Capcom podszedł niezwykle ambitnie do mechanik obronnych, rozbijając je na dwa zupełnie osobne systemy: Parry oraz Deflect. Klasyczne parowanie wymaga doskonałego wyczucia czasu, by wytrącić wroga z równowagi i umożliwić wykonanie efektownej kontry. Z kolei system odbić pozwala Musashiemu na eleganckie, niemal taneczne parowanie ciosów nadchodzących z każdego kierunku, a nawet na odsyłanie magicznych pocisków prosto w stronę rzucających je potworów. Co ważne, gra mocno stawia na interakcję z otoczeniem, czerpiąc inspiracje z takich gier jak Sifu. Animacje głównego bohatera zmieniają się kontekstowo – Musashi potrafi instynktownie zablokować cios wymierzony w plecy, wykorzystać ściany kapliczek do ogłuszenia wroga czy fizycznie spychać demony na przeszkody, co odpala brutalne i widowiskowe animacje wykończeń.
Powracają też znane z poprzednich części kontrataki Issen. Trafienie przeciwnika na ułamek sekundy przed jego atakiem pozwala na natychmiastowe krwawe ścięcie, które w przypadku standardowych wrogów oznacza śmierć. Najlepsi gracze będą mogli łączyć te ciosy w widowiskowe serie, wycinając w pień całe hordy Genma.
Ikoniczna dla serii Rękawica Oni również pojawi się w grze. Skumulowaną energię można w krytycznym momencie przekuć w Blazing State – potężny stan szału, który drastycznie zwiększa prędkość ataków Musashiego, nasyca jego miecze niszczycielską magią i pozwala na brutalne przełamywanie potężnych bossów.
Audiowizualny pomnik ery Edo
Oprawa graficzna Onimusha: Way of the Sword to prawdziwy pokaz możliwości nowoczesnej technologii, który tchnął nowe życie w klasyczną markę. Twórcy zrezygnowali z pastelowych, ugrzecznionych barw na rzecz surowego, brudnego i niezwykle klimatycznego fotorealizmu. Największe wrażenie robi jednak cyfrowa rekonstrukcja wizerunku zmarłego Toshiro Mifune. Dzięki zaawansowanemu skanowaniu i niesamowitej mimice twarzy legendarny aktor wygląda na ekranie tak, jakby grał swoją kolejną wielką kinową rolę u Akiry Kurosawy. Równie imponująco zapowiada się oprawa dźwiękowa. Warto dodać, że nowa Onimusha powstaje na silniku Re Engine, który jest wykorzystywany także w innych produkcjach Capcomu. Więcej na ten temat dowiesz się z recenzji Resident Evil Requiem i recenzji Pragmaty.

Onimusha: Way of the Sword – przedsprzedaż ruszyła!
Gra Onimusha: Way of the Sword jest już oficjalnie dostępna w przedsprzedaży w naszym sklepie! Capcom oficjalnie przyspieszył debiut swojej flagowej produkcji, dzięki czemu powrót legendarnej serii slasherów nastąpi szybciej niż pierwotnie planowano. Premiera Onimusha: Way of the Sword odbędzie się już 4 września 2026 roku
Nowa odsłona Onimushy została przygotowana z myślą o urządzeniach obecnej generacji. Tytuł trafi na PlayStation 5, Xbox Series X/S, PC i Nintendo Switch 2.
Onimusha przypieczętuje świetny rok Capcomu?
Wszystko wskazuje na to, że Onimusha: Way of the Sword będzie jedną z najciekawszych premier tego roku. Wygląda na to, że po dwóch dekadach marka w końcu dostanie powrót, na jaki fani samurajów zasługiwali od lat. Czy młody Musashi udźwignie ten ciężar? Przekonamy się już 4 września. A po więcej ciekawy tytułów, zajrzyj do naszego rankingu gier na PS5!
FAQ
Kiedy odbędzie się premiera Onimusha: Way of the Sword?
Premiera gry zaplanowana jest na 4 września 2026 roku.
Na jakie platformy trafi nowa Onimusha?
Gra zmierza na platformy obecnej generacji: PlayStation 5, Xbox Series X/S, PC oraz Nintendo Switch 2.
Kim jest główny bohater Onimusha: Way of the Sword?
Głównym bohaterem jest legendarny szermierz Miyamoto Musashi. Wizerunku cyfrowej postaci użyczył kultowy japoński aktor Toshiro Mifune (Siedmiu samurajów).
Czy Onimusha: Way of the Sword to gra typu soulslike?
Nie. Twórcy zrezygnowali z mechanik soulslike na rzecz dynamicznego, wymagającego slashera, w którym kluczową rolę odgrywają refleks, precyzyjne parowanie ciosów (Parry/Deflect) oraz kontrataki Issen.
Czy gra jest bezpośrednią kontynuacją poprzednich części?
Gra stanowi nową historię osadzoną w erze Edo, łączącą wydarzenia historyczne z mrocznym fantasy. Choć nawiązuje do korzeni serii (powraca m.in. Rękawica Oni i demony Genma), jest idealnym punktem wejścia dla nowych graczy.

