Netflix: wszystko o serwisie

Z tego artykułu dowiesz się:o świeżych statystykach Netflixa o składnikach recepty na sukces o produkcjach własnych Netflixa o festiwalach i nagrodach o Netflixie i sprawie polskiej o 4K i sposobach odtwarzania (TV i PC) o HDR i Dolby Vision (także na smartfonach) o dźwięku 5.1 i Dolby Atmos (TV i PC) od czego zacząć z Netflixem?

Przycisk z charakterystycznym logotypem znajdziesz na pilotach do telewizorów. Aplikację obsługują systemy Smart TV, asystenci głosowi, w sklepie Google Play ma ponad miliard pobrań. Netflix dokonał rewolucji w sposobie oglądania seriali i filmów, które wprowadził z internetu do odbiorników TV, komputerów i komórek w nowej rozdzielczości, a także na czerwony oscarowy dywan. Produkcje własne i zewnętrzne dostępne są w 200 krajach i 30 językach, a ludzie spędzają więcej czasu na Netflixie niż na YouTubie. Serwis odpowiada za kilkanaście procent ruchu w internecie. Podsumowujemy i przypominamy jego niezwykłą historię, a w drugiej części tekstu podpowiadamy, jak z niego korzystać.

Zobacz także: Najlepsze aplikacje na Smart TV

Netflix: świeże statystyki

2020 był rokiem Netflixa. Serwis zaczynał go ze 167 mln subskrybentów, skończył niemal z 200 mln. W Polsce ta liczba zbliża się do miliona. Kontakt z platformą ma jednak aż co piąty rodak – to oznacza, że współdzielimy konta, oglądamy u znajomych i rodziny. Jeśli jeszcze nie jesteś jednym z użytkowników, wkrótce zapewne będziesz.

W grudniu 2020 r. zajmująca się badaniami telemetrycznymi międzynarodowa agencja Nielsen Media przeprowadziła i opublikowała raport na temat naszego „narodowego” sposobu korzystania z serwisu. 45% Polaków ogląda na komputerze. 38% na telewizorze. 15% na smartfonie. To Netflix wprowadził możliwość uprawiania „bing watchingu” – odcinka po odcinku, jednym ciągiem. Seriale udostępniane są od razu w całości, więc wieloodcinkową, wielogodzinną premierę można przerobić w jeden dzień weekendowy! Taki sposób oglądania – ponad 2,5 godziny za jednym podejściem – stosuje co dziesiąta osoba. Przyrost liczby użytkowników w wolne dni wynosi 42%. W tygodniu oglądamy „do poduchy”, szczyt przypada na godziny 21-23. Za 43% czasu spędzonego na Netfliksie odpowiada pokolenie Y, czyli osoby w wieku 25-39 lat. Pokolenie X (40-54 lata) to 23%. Trzecia w kolejności jest grupa 16-24 lata (12%) – ale zwróćmy uwagę, że tu „widełki wiekowe” to nie 14, a tylko osiem lat. Czyli oglądają przede wszystkim młodsi.

Netflix: składniki recepty na sukces

Firma istnieje niemal ćwierć wieku, a jej niesamowitą historię czytałeś pewnie wielokrotnie, więc przytoczymy ją w dużym skrócie. Netflix założyli w 1997 r. (start rok później) Reed Hastings i Marc Randolph, połączeni już wcześniej na drodze interesów, doświadczeni w świecie oprogramowania komputerowego i biznesów Doliny Krzemowej, gdzie często rodziły się takie przełomowe przedsięwzięcia. To były jeszcze czasy przed boomem internetowym – Netflix powstał jako wypożyczalnia płyt DVD z ekspresową wysyłką pocztą. Film, który przybywa do ciebie następnego dnia – tak że nie musisz nawet wstawać z kanapy? Można powiedzieć, że system podobnie działa do dzisiaj! Oto pierwszy bazowy składnik sukcesu.

Szybko wprowadzono kolejną udaną rewolucję, czyli abonament – stała opłata za nieograniczoną liczbę wypożyczeń. Kiedy klient odsyłał jedną płytę, w drogę ruszała kolejna z jego listy. Na przestrzeni dekady błyskawicznie rozwijającego się internetu (wtedy jeszcze kablowego, „domowego”) zmienił się oczywiście system dystrybucji – ale pozostał ryczałtowy model biznesowy, aktualnie dominujący również w konkurencyjnych serwisach. To komponent numer dwa. Trzecia tajemnica recepty na sukces: algorytm obsługujący spersonalizowane rekomendacje filmów na podstawie ocen użytkowników (ang. collaborative filtering – techniki zbiorowej filtracji). Netflix wykorzystuje go od początku nowego tysiąclecia. Prace nad rozwojem mechanizmu były i są intensywne – firma przyznawała programistom nagrody nawet w wysokości miliona dolarów!

Usługa „oglądania w internecie”, czyli przesyłania strumieniowego – kolejny krok milowy – wystartowała w roku 2007. Koszt abonamentu wynosił 8 dol. miesięcznie. Plus… 2 dol. za nielimitowane wypożyczanie płyt DVD, jako niedrogi bonus. O krążkach wysyłanych pocztą ludzie zaczną zapominać, za to cyfrowego Netflixa będą chcieli mieć wszyscy Amerykanie. Firma wchodzi w rozmaite partnerstwa, np. z Microsoftem – od 2008 r. z serwisu można korzystać poprzez Xboksa. Liczba użytkowników rośnie wraz z popularyzacją Smart TV i szybkością internetu, a wkrótce także komórek – w 2010 r. trafia na urządzenia przenośne i wychodzi poza terytorium USA, dwa lata później jest już w wielu krajach europejskich, potem sukcesywnie rozrasta się na kolejne. Agresywna ekspansja – taka polityka prowadzi do sukcesu. W międzyczasie – kolejny symboliczny moment – przycisk Netflixa trafia do pilota.

Netflix: produkcje własne

Nie ma roku bez przełomu. Przełomu nie tylko dla Netflixa, ale i technologicznego, żeby nie napisać: cywilizacyjnego. W 2013 r. firma przestaje być „tylko” największym na świecie serwisem VOD. Staje się producentem seriali, a wkrótce producentem i dystrybutorem fabuł oraz dokumentów. Seriale powstają od razu w 4K – do dziś jest głównym źródłem materiałów w tej rozdzielczości (czego nie można powiedzieć np. o HBO Go). Jakość fabularna i techniczna – następny punkty przepisu na sukces.

To rok „House of Cards” i szczyt popularności Kevina Spaceyego, który za parę lat po skandalu obyczajowym zostanie wyproszony z szóstego sezonu (siłą rzeczy finałowego). Swoją drogą to właśnie Netflix w dużej mierze rozpropagował „sezonowe” kręcenie seriali. I – automatycznie – definicję słowa „sezon” jako „cyklu odcinków stanowiący pewną całość” (za Słownikiem Języka Polskiego). Drugim z dużych hitów własnych platformy dziewiczego roku 2013 r. zostaje „Orange Is the New Black” – doczeka się aż siedmiu sezonów.

Od 2016 r. większość materiałów można pobierać na dysk urządzenia mobilnego – to oznacza, że produkcje Netflixa oglądamy również w samolotach i na wakacjach w dżungli. Tak, następny krok do dominacji. A ta wreszcie przynosi rezultat nie tylko finansowy, ale i artystyczny, przypieczętowany najważniejszymi nagrodami. W 2017 r. wszechobecna firma – wszechobecna także jako producent i dystrybutor – dostała pierwszego Oscara. W kategorii krótkiego dokumentu zwyciężyły „Białe hełmy”, o ochotniczych obrońcach cywili podczas krwawej syryjskiej wojny domowej.

Netflix: kina, festiwale, nagrody

W 2018 r. dochodzi do kolejnego etapu rewolucji kulturalnej – Akademia Filmowa nominuje do Oscarów obraz fabularny Netflixa. A dokładniej: zakupiony przez Netflixa – firma często nabywa prawa do dystrybucji po premierach na festiwalach, i tak było w przypadku „Mudbound”. Żadna z czterech nominacji nie zamieniła się w statuetkę, ale pojawił się precedens. Rok później „Roma” Alfonso Cuaróna (tak samo kupiona) – monochromatyczna, niespieszna, refleksyjna, arthouse’owa – zdobywa trzy posążki w istotnych kategoriach (reżyseria, zdjęcia, film nieanglojęzyczny). Co ważne i symboliczne, jest też nominowana w najważniejszej – najlepszego filmu. W 2020 r. Netflix ma już 24 nominacje, więcej niż „stare dobre studia hollywoodzkie”. W tym roku znów bank rozbity. 20 nominacji do Złotych Globów, sześć statuetek. To więcej niż HBO, Amazon Prime i Hulu razem wzięte!

Aby film mógł być nominowany do Oscara, musi wcześniej trafić do kin (ze względu na pandemię ta zasada nie będzie dotyczyła tegorocznej edycji). Z tego powodu wybrane tytuły Netflixa lądują w (fakt, że dość ograniczonej) dystrybucji na dużych ekranach, równoległej z premierą na platformie. W Polsce tak zobaczyć mogliśmy m.in. „Romę”, „Irishmana” czy „Utoya, 22 lipca”. Swoje wymogi dystrybucyjne stawiają też prestiżowe festiwale. Dla niech Netflix może być partnerem albo… wrogiem. Głośny jest spór z festiwalem w Cannes, którego (zmieniające się) reguły nie dopuszczają do konkursu filmów Netflixa. „My nie jesteśmy ani za kinami, ani przeciwko kinom. Jesteśmy za naszymi użytkownikami” – deklaruje Netflix. I w rewanżu pokazuje w Cannes swoją moc w inny sposób – wykupując zwycięskie filmy i wprowadza na platformę. W 2018 r. to były „Złodziejaszki”, a w 2019 r. Atlantyk” (w 2020 r. festiwal się nie dobył). W tym roku na platformie pojawi się 69 tytułów pełnometrażowych. To więcej niż jedna premiera na tydzień!

Netflix a sprawa polska

Serwis wystartował w Polsce w styczniu 2016 r. Wcześniej użytkownicy z naszego kraju korzystali z połączenia VPN lub zmieniali adres IP na zagraniczny. „Udawali, że mieszkają w USA”, to był dość powszechny proceder. Na początku nie wszystkie tytuły miały polskie napisy, model abonamentowego płacenia za VOD nie był w kraju powszechny, subskrybenci często rezygnowali po miesięcznym okresie próbnym. Jednak już po dwóch latach Netflix uzyskał pół miliona klientów. Więcej niż konkurencyjne i głęboko „zakorzenione” w Polsce CDA w wersji Premium czy Showmax, który nie wytrzymał konkurencji i po dwóch latach zaprzestał tu działalności.

Swoją obecność w Polsce Netflix zaczął podkreślać także lokalnymi produkcjami. Szlaki przetarł w listopadzie 2018 r. ośmioodcinkowy dystopijny thriller political fiction „1983” z Robertem Więckiewiczem. Głośna produkcja nie zaspokoiła rozbujałych oczekiwań, czegoś zabrakło fabularnie, czegoś realizacyjnie – skończyło się na jednym sezonie. Cicho było też po premierze innej ciekawie zapowiadającej się niewesołej fantazji. „Erotica 2022” to efekt współpracy kilku pisarek i reżyserek (oraz całej plejady dobrych aktorek!), na fabułę składa się pięć oddzielnych epizodów. Krajowa odpowiedź na „Opowieści podręcznej” okazała się jednak tyleż odważna, co niezrozumiała… Ale już amerykańsko-polski „Wiedźmin” (koprodukcja naszego studia Platige Image) z Henrym „Supermanem” Cavillem po miesiącu został obwołany „najchętniej oglądanym pierwszym sezonem” w historii Netflixa – zgromadził 76 mln widzów! Dane nie są precyzyjne, bo liczba uwzględnia też osoby, które zrezygnowały oglądania po paru minutach (a takich nie brakowało!), ale wynik i tak imponuje – co drugi subskrybent sprawdził ekranizację świata Andrzeja Sapskowskiego! Pewnie spora część z nich jest też zapalonymi graczami. Drugi sezon już powstaje (z przerwami, szlaki krzyżuje pandemia). Niezła polska produkcja własna to sześcioodcinkowy miniserial kryminalny „W głębi lasu” Leszka Dawida i Bartosza Konopki na podstawie powieści Harlana Cobena. Jest również młodzieżowy horror komediowy „Wszyscy moi przyjaciele nie żyją” z Julią Wieniawą. Zły albo bardzo zły – na pewno nie można przejść obok niego obojętnie!

Netflix nie wyhamowuje i zapowiada kolejne premiery: serial z elementami s-f „Otwórz oczy”, komediowy „dziewczyński” serial o lekkim zabarwieniu erotycznym – „Sexify”, drugi sezon „Rojsta” Jana Holoubka (pierwszy został przejęty od Showmaxa, wraz z kreskówką dla dorosłych „Egzorcysta”), współtworzoną z TVP ekranizację prozy Marka Krajewskiego „Erynie” w reżyserii Borysa Lankosza z detektywem Marcinem Dorocińskim oraz romcom „Miłość do kwadratu”. Warto zaznaczyć, że Netflix dodał na platformę ponad sto tytułów polskich, których nie był producentem. Wśród nich niespodzianka na skalę globalną – w to naprawdę ciężko uwierzyć. Najchętniej oglądanym filmem fabularnym w serwisie na świecie w 2020 r. był… kiczowaty polski erotyk „365 dni”!

Netflix: 4K i sposoby odtwarzania (TV i PC)

Netflix stanowi koło zamachowe zmian technologicznych, jeśli chodzi o jakość obrazu. 4K w 2013 r. czy 2014 r. to była rewolucja i kaprys, producenci dopiero wprowadzali takie odbiorniki do sklepów, tanie 55 cali kosztowało niemal 5 tys. zł. Tradycyjni nadawcy kablowi oraz satelitarni o sygnale tej jakości nawet nie myśleli. W większości do dzisiaj nie myślą… Netflix rozpoczął od „House of Cards”, dziś ma bazę kilkuset tytułów (w tym wieloodcinkowe seriale), to właściwie standard. Możliwość oglądania produkcji w 4K jest jedną z głównych motywacji nowych użytkowników decydujących się na abonament Premium. W tym miejscu trzeba zaznaczyć, że do oglądania Netflixa w 4K potrzebujesz:

  • Abonamentu Premium. To 52 zł miesięcznie, możliwość niezależnego odtwarzania na aż czterech urządzeniach jednocześnie, wsparcie nie tylko dla 4K, ale i HDR.
  • Materiału nakręconego i udostępnionego w Netflixie w 4K. Jeśli masz odpowiedni sprzęt do odtwarzania, tytuły będą zgromadzone w osobnym pasku, przy każdym jest też ikonka. Produkcje znajdziesz również przez wyszukiwarkę, wpisując: 4K.
  • Odhaczonej opcji „Wysokie” w polu „Użycie danych na ekran” w ustawieniach odtwarzania. Regulacji dokonujesz przez komputer. Uwaga, ustawienia są osobne dla każdego profilu!
  • Dostęp do nieograniczonego i szybkiego internetu. Potrzebne jest minimum 25 Mb/s. To pobór ok. 7 Gb na godzinę!
  • Ekranu i akcesoriów do odtwarzania 4K. O czym poniżej.

Następnie dokonajmy podziału ze względu na sposób odtwarzania:

  • Telewizor 4K. Wszystkie takie odbiorniki są smart i mają aplikację Netflixa. Bardzo możliwe, że również przycisk na pilocie, co znacząco przyspiesza proces jej uruchomienia. Dziś taki 43-calowy model kupisz za tysiąc złotych! Porządny, markowy – już za 1,5 tys. zł!
  • Laptop 4K albo komputer plus monitor / telewizor 4K. Oczywiście, nie każdy laptop czy komputer. Musi mieć procesor Intel Core minimum siódmej generacji (rocznikowo: od 2016 r.). Do tego odpowiednią kartę graficzną: Nvidię GeForce serii dziesiątej, AMD Radeon od RX400 (z uaktualnionymi sterownikami). Generalnie im lepszy i droższy sprzęt, tym większa szansa na sukces. Do tego konieczny jest system Windows 10 lub macOS Big Sur (11) i aplikacja Netflix albo przeglądarka Microsoft Edge (pozostałe, w tym Chrome, odtwarzają w 720p), ew. Safari na nowym Macintoshu. Ostatnia sprawa: monitor podłączasz kablem HDMI (2.0a lub nowszym) do portu HDMI wspierającego technologię HDCP 2.2 (ang. High-bandwidth Digital Content Protection – zabezpieczenia przed nielegalnym kopiowaniem). Odpowiednie oznakowanie znajduje się najczęściej przy samym porcie. W telewizorze to zazwyczaj HDMI 1. Ufff, nie jest lekko! Chcesz wiedzieć, jakiej jakości odtwarzasz wideo z Netflixa na komputerze? Wciśnij w trakcie projekcji kombinację klawiszy Shitf+Ctrl+Alt+D, uzyskasz pełną informacje o technicznej stronie streamingu. W tym o rozdzielczości (pole „Playing Bitrate”) oraz o wsparciu dla HDR („HDR Support”).
  • Komputer (laptop) plus projektor 4K i ew. amplituner (ze względu na dźwięk wielokanałowy). W tej konfiguracji poza wyżej wymienionymi cechami komputera ważne jest, aby i projektor, i ew. amplituner miały wejście HDMI z obsługą HDCP 2.2. Takie kombinacje to już robota dla hobbystów lub ekspertów, warto obgadać ze specami.
  • Konsola plus telewizor. Wymagania: Xbox One S, Onex X, Series S lub Series X, PS4 Pro albo PS5. Reszta jak wyżej. Jeśli masz telewizor 4K, to jest on smart i nie potrzebujesz konsoli do odtwarzania Netflixa 4K. Ale obsługa może być wygodniejsza.
  • Uwaga: nie da się odtwarzać Netflixa w 4K na smartfonach ani nawet na tabletach!
Polecane telewizory
  • 1 099 zł
  • 899 zł
  • 1 799 zł
  • 4 899 zł
  • 8 499 zł
  • 4 499 zł
  • 3 799 zł
  • 2 899 zł
  • 10 999 zł
  • 4 599 zł

Netflix: HDR i Dolby Vision (także na smartfonach)

Nie można odtwarzać materiałów 4K na smartfonach ani tabletach, tam osiągalna jest jakość Full HD. Ale jeśli masz abonament Premium, to – ważne, dla małego ekranu nawet ważniejsze od rozdzielczości! – na lepszych, kompatybilnych modelach urządzeń mobilnych da się odtwarzać wideo z HDR. Lista tych sprzętów jest ograniczona (przez samego Netflixa), znajdziesz ją w Centrum Pomocy Netflixa. To m.in. flagowce Samsunga, Huaweia, Xiaomi, Sony, a także najnowsze iPhone’y i iPady.

HDR jest standardem kodowania obrazu o wyższym od standardowego kontraście – większej rozpiętości od totalnej czerni do totalnej bieli, o większej liczbie odcieni szarości. Coś, co słabo brzmi na papierze, doskonale widać na komórce czy telewizorze. Sam fakt, że wideo zostało zapisane w HDR – i urządzenie dekoduje HDR – jeszcze nie gwarantuje sukcesu. Ważniejsze są nawet jakość matrycy i jej jasność maksymalna. Jeśli:

  • twoja komórka czy tablet wspierają HDR,
  • są „na liście” urządzeń kompatybilnych,
  • opłacasz abonament Premium,
  • serial czy film zakodowano w HDR,
  • masz wystarczająco szybkie łączę, bez limitu pobieranych danych…

…Możesz rozkoszować się Netflixem w HDR! Zobaczysz znaczek HDR10 albo Dolby Vision – zależnie od urządzenia i od tytułu. Różnice między oboma „subformatami” HDR nie są zauważalne gołym okiem, nie będziemy ich tutaj wyjaśniać. „Na papierze” wygrywa Dolby Vision.

Oczywiście, i HDR10, i Dolby Vision są dekodowane też przez „stacjonarne” urządzenia, czyli nowsze telewizory i karty graficzne – zgodnie ze specyfikacjami danego modelu.

Netflix: dźwięk 5.1 i Dolby Atmos (TV i PC)

W domu dźwięk filmowy jest często bagatelizowany, słuchamy „płaskich” dialogów czy odgłosów strzelaniny ze słabiutkich, kilkuwatowych głośników stereo telewizora. Dopiero w kinie, otoczeni głośnym systemem czystego, głębokiego, dookólnego audio, odczuwamy efekt „wow!”. Netflix w połączeniu z przyzwoitymi głośnikami staje do rywalizacji. Skoro już płacisz za abonament, skorzystaj z możliwości, jakie daje to słynne „kino domowe”.

Netflix operuje dwoma zaawansowanymi formatami dekodowania dźwięku prawdziwie przestrzennego; sygnalizują je ikonki na „karcie filmu”. Pojawiają się na ekranach urządzeń stacjonarnych – laptopach, telewizorach (nie ma ich na komórkach i tabletach). Format „podstawowy rozszerzony” to „5.1”. Oznacza możliwość dekodowania dźwięku w systemie wielokanałowym (rozdzielanego precyzyjnie np. na dwa głośniki przednie, dwa tylne, centralny i subwoofer). Aby wysłuchać filmu w ten sposób, potrzebujesz:

  • dowolny abonament Netflixa; to nie jest format premium!
  • urządzenie stacjonarne (TV, komputer, laptop, konsolę, amplituner),
  • system audio 5.1, najlepiej „realny”, ew. „wirtualny” (patrz poniżej),
  • aplikację (informacja i suwak wyboru nie pojawiają się w wersji przeglądarkowej na komputerze),
  • wideo z dźwiękiem zapisanym w formacie 5.1,
  • wystarczająco szybkie łączę (3 Mb/s), bez limitu pobierania danych.

Warto zaznaczyć, że ikonka 5.1 nie zawsze wyświetla się na karcie tytułu. Możliwość „dookólności” warto sprawdzić, klikając symbol „Dźwięku” podczas odtwarzania – pojawi się suwak wyboru. Zauważysz, że 5.1 nie występuje w każdym języku. W polskim, najczęściej, jest.

Polecane soundbary
  • 2 999 zł
  • 999 zł
  • 1 149 zł
  • 1 499 zł
  • 979 zł
  • 2 399 zł
  • 3 799 zł
  • 1 899 zł
  • 1 899 zł
  • 4 199 zł

Przy niektórych pozycjach znajdziesz ikonkę Dolby Atmos. To coś więcej niż dźwięk wielokanałowy. To dźwięk dokładnie odzwierciedlający pozycję obiektu, śledzący ją dynamicznie – nie jest po prostu podzielony na ścieżki dla głośników. Pędzące auto, świszczące kule, szepty i krzyki. Co więcej, jest zakodowany jako naprawdę trójwymiarowy – przy odpowiednim rozłożeniu głośników, dobiega również z góry. Aby dekodować Dolby Atmos, potrzebujesz dodatkowo abonamentu Premium. Reszta podobnie do 5.1.

Głośniczki w komputerze czy nawet telewizorze nie wystarczą do efektywnej i efektownej obsługi przestrzenności. Aby w pełni oddać 5.1 czy Dolby Atmos, przydadzą się (w kolejności zaawansowania technologicznego):

  • głośniki przewodowe i amplituner,
  • system bezprzewodowy typu multiroom,
  • soundbar generujący wirutalne 5.0 i ew. subwoofer,
  • w opcji mobilnej: słuchawki z „wirtualną” sceną 5.1.

Dźwięk tego typu wyprowadzasz z telewizora, komputera czy konsoli kablem HDMI (ew. optycznym, ale te już odchodzą do lamusa). Pamiętaj, że im bardziej zaawansowana technologicznie opcja, tym więcej podłączania!

Netflix: od czego zacząć?

Teraz wiesz wszystko, pora na początek przygody! Zarejestrować się może tylko osoba pełnoletnia (pozostałe „korzystają z serwisu pod opieką dorosłych”). Nie ma już okresu próbnego, szkoda… Ale bez obaw, umowę podpisujesz na czas nieokreślony, możesz wymówić w każdym momencie. Poza abonamentem Premium dostępne są: Standardowy (dwa urządzenia jednocześnie, Full HD, 43 zł) oraz Podstawowy (jeden ekran, jakość obrazu SD – 34 zł). Najbardziej korzystny jest abonament najdroższy Premium (52 zł), umożliwiający „rozbudowane” współdzielenie z domownikami albo znajomymi. Premium bowiem to nie tylko opcja odtwarzania materiałów 4K z dźwiękiem Dolby Atmos, ale i oglądania aż na czterech urządzeniach jednocześnie. Przy czym „jednocześnie” nie oznacza, że nie może z niego korzystać jeszcze więcej użytkowników! Masz pięć profili, zapamiętujących historię oglądania, jednak profile też przecież mogą być współdzielone. Ta opcja – wspólnego konta z osobami spoza domostwa – jest zabroniona przez regulamin np. w USA, lecz nie w Polsce. Przynajmniej na razie…

Polecane tablety
  • 7 499 zł
  • 1 799 zł
  • 5 199 zł
  • 3 199 zł
  • 3 499 zł
  • 5 499 zł
  • 4 099 zł
  • 599 zł
  • 3 469 zł
  • 649 zł

Wystarczy że masz komórkę, tablet, telewizor, laptopa albo peceta z monitorem czy projektorem. No i połączenie z internetem (do treści SD przydadzą się 3 Mb/s, do HD – 5 Mb/s). Możesz też oglądać seriale i filmy na telewizorze bez systemu smart. Komputer da się podłączyć przez wejście VGA albo HDMI. Jeśli „stary” telewizor ma wejście HDMI, możliwa jest też transmisja bezprzewodowa – do jej realizacji potrzeba „przystawki” typu Chromecast, Android TV, MiTV Box czy Apple TV. Po połączeniu systemu z domową siecią Wi-Fi odpowiednia ikonka pojawi się na ekranie komórki albo laptopa.

Gwarantujemy, że kto rozpocznie zabawę z Netflixem…. Nie będzie chciał jej zakończyć! Owszem, Netflix to pożeracz czasu. Ale i platforma budująca wiedzę o świecie, o kinie, a także budująca relacje towarzyskie. Owocnego „bing watchingu”!

100% osób oceniło ten artykuł jako przydatny
100% osób oceniło ten artykuł jako przydatny
Dodaj do Facebooka Kopiuj link