Data publikacji: 1 marca 2017
Autor: Paweł
ARTYKUŁ - RECENZJA PRODUKTOWA

Recenzja: For Honor - ad mortem, inimicus!

100% osób oceniło ten artykuł jako przydatny
100% osób oceniło ten artykuł jako przydatny
Podziel się: Dodaj do Facebooka Wrzuć na Twittera Pinterest
Poleć znajomemu
Drukuj

For Honor to dynamiczna rozrywka, która oferuje niezapomniane i wymagające starcia podczas wielkich bitew, jak i pojedynków jeden na jeden. To jedna z niewielu gier, która daje tak wielką satysfakcję z walki bronią białą. Paweł recenzuje grę For Honor. 

Francuskie Ubisoft, znane wcześniej z wydawania kolejnych cześci swoich najbardziej znanych tytułów, już w zeszłym roku zaznaczało, że zmienia swoją strategię wydawniczą. W 2016 nie zobaczyliśmy nowego Assassin's Creeda, a choćby Watch Dogs 2 jakościowo znacząco odbiegał od swojego poprzednika. Studio od kilku lat eksperymentuje z tytułami wieloosobowymi (np. Tom Clancy’s Rainbow Six: Siege) i stara się stworzyć tytuł, który stanie się stałym punktem e-sportowych turniejów. Czuć to przede wszystkim w grze For Honor, która miała premierę 14 lutego 2017 roku.

Na fali popularności Overwatcha twórcy For Honor postawili na różnorodność bohaterów. W grze występują trzy frakcje: samurajowie, rycerze i wikingowie. Niezależnie od wyboru, jaki sojusz wybierzemy na początku gry, sterować możemy każdą z dwunastu postaci. Klasy posiadają inne statystyki, broń, wygląd, czy też zdolności specjalne. Steruje się nimi zupełnie inaczej, a to wymaga od gracza stosowania odmiennych strategii podczas potyczek z wrogami. Np. Nobushi nadaje się do ataków z zaskoczenia,czy szybkiego podnoszenia sprzymierzeńców czekających na wskrzeszenie, a egzekutor idealnie sprawdza się na pierwszą linię. Do opanowania każdej z klas potrzeba wiele godzin grania i cierpliwości, które po odpowiednim czasie wpływają na umiejętności zarówno wybranej przez nas postaci, jak i nas samych.


For Honor bazuje na specyficznym, aczkolwiek świetnie zbalansowanym systemie walki, który tylko z pozoru wydaje się prosty i łatwy. Niezależnie od tego, którą postać wybierzemy, może ona przyjąć trzy postawy, które decydują o kierunku ataku, czy też bloku. Zabawa ta, co do zasady, przypomina grę w „kamień, nożyce, papier”, do której dochodzą jeszcze elementy takie jak ruchy specjalne, uniki czy combosy. Mnie w szczególności przypadło do gustu przełamanie gardy, którym w odpowiednich warunkach możemy oponenta pozbawić życia w szybki sposób, np. zrzucając go w przepaść. Podczas gry trzeba jednak pamiętać, że na każdą akcję istnieje odpowiednia reakcja, a o zwycięstwie nie decyduje przypadek, a doświadczenie, znajomość mapy i refleks. Gra przy tym jest sprawiedliwa i jeżeli przegrywamy, to możemy jedynie winić samych siebie. System ten idealnie sprawdza się podczas pojedynków z jednym przeciwnikiem. Trudności pojawiają się natomiast w momencie, gdy włączymy inne tryby gry, takie jak deathmatch, eliminację czy dominację. Gdy pojawia się dwóch lub więcej oponentów do walki wkrada się chaos, a o szybką śmierć jest bardzo łatwo.
 
 
Dlatego też zaskakującą decyzją podjętą przez twórców jest tak mocne promowanie trybu dominacji, który polega na walce o przejęcie kontroli nad trzema punktami na niewielkiej mapie, na którą wrzucono ośmiu graczy (przy czym na jednym z punktów kontrolnych znajduje się „front”, na którym walczą ze sobą słabi żołnierze sterowani przez AI). Niewielkie drużyny i wielkość mapy nie umożliwiają trybowi rozwinąć skrzydeł, który w tej formie traktowałbym bardziej jako odskocznie od pojedynków 1 na 1.
W każdej nowej grze sieciowej, także i w For Honor, nie mogło zabraknąć całego szeregu opcji zmiany wyglądu kierowanych postaci. Po prawie każdej potyczce gracz otrzymuje losowe elementy uzbrojenia czy ubioru, takie jak nowe ostrza, hełmy lub zbroje. Nie jest to tylko zmiana kosmetyczna, każdy z wymienionych elementów wpływa w większym lub mniejszym stopniu na statystyki postaci (modyfikatory nie są brane pod uwagę podczas pojedynków, a jedynie podczas starć ośmioosobowych). Drugim sposobem na zdobywanie elementów ekwipunku jest ich kupno w paczkach za wewnętrzną walutę gry, jaką jest stal. W nią, poza możliwościami, jakie daje nam sama gra, możemy zaopatrywać się za realne pieniądze, co powoduje, że For Honor może być uznawana za grę pay2win. Poza tym za gotówkę możemy jeszcze zaopatrzyć się w przepustkę sezonową, która gwarantuje wcześniejszy dostęp do nowych elementów gry, które będą wdrażane w późniejszym czasie, a także status czempiona, dzięki któremu szybciej zdobywamy doświadczenie i stal.
Pomimo że For Honor jest nastawiony przede wszystkim na rozgrywkę multiplayerową, to autorzy postanowili wprowadzić do gry około siedmiogodzinną kampanię dla pojedynczego gracza. Podczas jej trwania możemy poznać tło fabularne konfliktu trwającego między frakcjami i zasady kierowania poszczególnymi postaciami. Jeżeli traktować singla jako trening i wprowadzenie do rozgrywek sieciowych, to spełnia on swoją rolę, jednak zdecydowanie nie warto kupować For Honor tylko dla niego.


Kwestie grafiki i animacji jest bardzo łatwo pominąć podczas ekscytującego pojedynku z innym graczem, lecz zasługują one na szczególną pochwałę. Dzięki animacjom walka wygląda obłędnie i efektownie. Każda z map wyróżnia się charakterystycznymi elementami. Wyglądają po prostu ładnie i różnorodnie. Wiele czasu można też poświęcić na oglądanie poszczególnych modeli uzbrojenia i pancerza. Wykonanie mieczy, hełmów czy innych elementów, a potem ich dobór do naszego bohatera może zawrócić w głowie nawet na trochę starszym sprzęcie.
Podsumowując For Honor posiada wszelkie predyspozycje do tego, by stać się kolejnym multiplayerowym hitem. System walki dostarcza ogromnej frajdy. Nauczenie się jego podstaw jest niezmiernie łatwe, jednak jego wymasterowanie wymaga trochę czasu. Jedynie kilka elementów, takich jak łączność z serwerami i matchmaking wymagają trochę szlifów, ale Ubisoft znany jest z tego, że po premierze wydaje bardzo dużo łatek, dzięki czemu For Honor może stać się prawie idealnym symulatorem walki bronią białą.
 

Kilka słów o autorze: Paweł gra w gry komputerowe od kiedy tylko nauczył się trzymać pad w rękach. Nie jest w stanie powiedzieć, czy jest bardziej konsolowcem czy pecetowcem. Wszystkie platformy kocha tak samo :) Fan serii The Elder Scrolls i Mass Effect.

100% osób oceniło ten artykuł jako przydatny
100% osób oceniło ten artykuł jako przydatny
Podziel się: Dodaj do Facebooka Wrzuć na Twittera Pinterest
Poleć znajomemu
Drukuj
Zobacz inne porady dotyczące wyboru sprzętu
Prezentujemy porady i wskazówki dotyczące tego co wybrać i jak wybrać.
Przejdź na stronę główną porad dotyczących wyboru sprzętu

Pokaż artykuły

według kryteriów
Pokaż wybrane artykuły

Poinformuj

nas o czym powinniśmy napisać Wyślij

Ostatnio

dodane artykuły

Telefony Samsung - poznaj najlepsze modele z 2018 roku

Sprawdź, jakie są najciekawsze telefony Samsunga z 2018 roku!
Zobacz więcej   

Telefony Samsung - sprawdź, jaki smartfon kupisz w 2019 roku

Sprawdź, jakie telefony Samsunga mają premierę w 2019!
Zobacz więcej   

Telefony Huawei – poznaj najlepsze modele z 2018 roku

Najlepsze telefony Huawei z 2018 roku – zobacz, który warto kupić.
Zobacz więcej   

Znajdź nas